Blizny u złoczyńców: aktorzy i organizacja chcą zmiany w filmach
Brytyjska organizacja Changing Faces apeluje do branży filmowej i telewizyjnej, by przestała traktować blizny, oparzenia i inne widoczne różnice w wyglądzie jako znak rozpoznawczy czarnych charakterów. Powołuje się na nowe badania, według których oglądanie takich postaci wpływa na to, jak odbieramy prawdziwych ludzi.
Co pokazują badania
Fundacja rozpoczęła petycję o więcej pozytywnych i zwyczajnych ról dla osób z widoczną odmiennością. Wskazuje na badania Centre for Appearance Research z University of the West of England. Wynika z nich, że osoby, które na ekranie widzą złoczyńców z widoczną odmiennością, później gorzej oceniają osoby z taką odmiennością w codziennym życiu.
Louise Wright, szefowa Changing Faces, podkreśla, że organizacja od lat prosiła branżę o przemyślenie takich historii. Jej zdaniem pojawił się wreszcie dowód, że filmowe schematy nie zostają na ekranie, tylko wpływają na traktowanie ludzi w realnym świecie. Kampanię zbiegła z Halloween, gdy maski i charakteryzacje „strasznych” twarzy są szczególnie widoczne. Organizacja prosi o pomoc zarówno przemysł, jak i publiczność.
Głos aktorów
Kampanię wspiera Robert Rhodes z hrabstwa Northamptonshire, znany z serialu „Silent Witness” i „House of the Dragon”, a ostatnio z produkcji BBC One „The Rapture”. Urodził się z dużym znamieniem na twarzy, wynikającym z wrodzonego znamienia melanocytowego. Po wielu operacjach usunięcia znamienia w dzieciństwie pozostały mu blizny.
Aktor mówi: „Branża medialna musi zacząć odzwierciedlać prawdziwe doświadczenia osób z widoczną odmiennością”. Przyznaje, że z blizną często wiąże się trauma, ale zaznacza, że takie osoby przeżywają też radość, miłość i sukces, jak wszyscy. Jego zdaniem więcej neutralnych i inspirujących bohaterów poprawiłoby postrzeganie całej społeczności.
Podobnie mówi aktor Beau Bradfield, który także ma bliznę na twarzy. Chce, by dzieci z widoczną odmiennością oglądały postaci podobne do siebie w rolach bohaterów, przyjaciół, rodziców i partnerów w związkach, a nie wyłącznie złoczyńców.
Co mogą zrobić osoby od castingu
Bailey Frances z agencji castingowej Shakyra Dowling Casting, należącej do Casting Directors’ Association, przyznaje, że blizny na twarzy bywają dla scenarzystów skrótem myślowym przy pisaniu czarnych charakterów. Według niej warto zapytać, czy postać można zinterpretować inaczej i czy ta cecha jest naprawdę potrzebna fabule. Prowadzi to do lepszego, bardziej prawdziwego opowiadania historii.
Agencja często proponuje aktorów, którzy nie pasują do opisu w scenariuszu, ale świetnie pasują do postaci, i to właśnie oni zwykle dostają angaż. Osoby odpowiedzialne za casting mogą więc poszerzać poszukiwania i rozmawiać ze scenarzystami oraz reżyserami, a w razie potrzeby kwestionować pierwotne założenia.
Changing Faces podaje, że w Wielkiej Brytanii z widoczną odmiennością żyje około 4,9 mln osób. Organizacja współpracuje też z Creative Diversity Network, aby widoczna odmienność została uwzględniona jako osobna kategoria w monitoringu różnorodności w branży.
Czy to dotyczy też nas
Kampania jest brytyjska i z artykułu nie wynika, by podobne działania prowadzono w Polsce lub na poziomie Unii Europejskiej. Temat nie jest jednak lokalny. Seriale i filmy z Wielkiej Brytanii oraz USA oglądamy w Polsce na tych samych platformach i w kinach, a motyw „złego z blizną” znamy z wielu popularnych produkcji.
Dla polskiego widza to przede wszystkim zachęta do zwrócenia uwagi na to, jak kino kształtuje nasze skojarzenia. Rodzice i nauczyciele mogą przy okazji rozmowy o filmach zauważać, że wygląd postaci nie mówi nic o jej charakterze. Przy okazji Halloween warto też zastanowić się nad kostiumami i makijażami, które wykorzystują blizny czy oparzenia do straszenia.
Źródło: BBC News – „Actor targets 'scarred villain’ screen stereotype”


